Targ W Krakowie kobieta ma małą kuchnię. Od kilku tygodni jest w mieście. Nie zna prawie żadnych słów. Dziś wieczorem trzeba mieć jedzenie w domu. Mały sklep zamyka się za chwilę. Kobieta wchodzi do sklepu z małą torbą. Pan stoi za stołem przy drzwiach. Na stole leży chleb, mleko i jabłko. Kobieta patrzy na chleb. Potem pokazuje chleb palcem. „Proszę.” Pan bierze mleko i daje je kobiecie. Kobieta patrzy na mleko. „Nie.” Pan patrzy na kobietę i czeka. Kobieta pokazuje chleb jeszcze raz. „To, proszę.” Pan bierze jabłko i daje je kobiecie. Kobieta bierze jabłko do ręki. „Nie, nie.” Odkłada jabłko na stół. Pan mówi spokojnie: „Jabłko?” Kobieta mówi: „Nie.” Pokazuje palcem na chleb po raz trzeci. Pan bierze kubek z końca stołu. Kobieta patrzy na kubek. „Nie.” Pan trzyma kubek i patrzy na kobietę. Kobieta pokazuje chleb i swoją torbę. Pan stawia kubek na stole. „Chodzi o to?” Kobieta mówi: „Tak.” Pan patrzy na chleb, potem na kobietę. Nie mówi nic i czeka chwilę. Potem bierze chleb obiema rękami. Patrzy na kobietę i mówi wolno. „Chleb.” Kobieta patrzy na pana. „Cleb.” Pan mówi: „Chleb, proszę.” „Chleb.” Pan mówi: „Tak, chleb.” Kobieta daje mu pieniądze. „Ile?” Pan mówi: „Dwa.” Kobieta daje mu dwa. Pan bierze pieniądze i wkłada chleb do torby. Potem wkłada drugi chleb do torby. „Dziękuję.” Pan mówi: „Dziękuję.” Kobieta wychodzi na ulicę. Idzie powoli do domu i trzyma torbę. Po drodze mówi: „Chleb.” Przy swoich drzwiach mówi jeszcze raz: „Chleb.” Sąsiadka jest na górze schodów.