Karp w wannie W Warszawie jest Wigilia, a rodzina Kowalów szykuje kolację. Marta stoi przed domem z pieniędzmi i torbą. Jan niesie pustą miskę po karpiu. Ola trzyma telefon i patrzy na drzwi. „Dlaczego stoimy tutaj?” pyta Ola. „Bo drzwi są zamknięte” mówi Jan. „Mamy klucz” mówi Marta. Marta sprawdza kieszeń. W kieszeni nie ma klucza. Sprawdza drugą kieszeń. Tam też nie ma klucza. „Klucz został w domu” mówi Marta. „A karp został w wannie” mówi Jan. Ola patrzy na niego. „Karp żyje?” „Jeszcze żyje” mówi Jan. „To jest nasz problem.” „Nie. Nasz problem to drzwi” mówi Marta. „Karp ma dzisiaj kolację” mówi Jan. „My też mamy dzisiaj kolację” mówi Marta. Z domu nie słychać nic. Telefon Marty leży w torbie. Telefon Jana jest w domu, obok klucza. Ola ma telefon, ale nie zna numeru do nikogo. „Zadzwonię do pani Zofii” mówi Ola. „Pani Zofia jest na dole?” pyta Jan. „Nie wiem. Dzwonię.” Ola naciska numer. Po chwili słyszy głos. „Halo?” „Pani Zofio, jesteśmy przed drzwiami” mówi Ola. „Jakimi drzwiami?” pyta pani Zofia. „Naszymi drzwiami. Klucz jest w domu.” „To weźcie klucz” mówi pani Zofia. Marta zamyka oczy. „Klucz jest w domu, pani Zofio.” „A wy jesteście gdzie?” „Przed domem.” „Dobrze. To wejdźcie do domu.” Jan bierze telefon od Oli. „Pani Zofio, nie możemy wejść.” „Dlaczego?” „Bo drzwi są zamknięte.” Pani Zofia milczy. Potem mówi: „Czy wy żartujecie?” „Nie” mówi Jan. „Karp też nie żartuje.” „Jaki karp?” „Nasz karp. Jest w wannie.” „Pan Janie, karp może poczekać.” „Nie może. Woda jest zimna, ale karp jest duży.” Marta patrzy na Jana. „Co ma wielkość do drzwi?” „Nic. Chciałem powiedzieć, że jest ważny.” Pani Zofia mówi, że ma zapasowy klucz. Przychodzi po chwili w płaszczu i z małym kluczem w ręce. „To jest klucz do piwnicy” mówi pani Zofia. „Może pasuje” mówi Jan. „Do drzwi?” „Tak.” Jan wkłada klucz. Klucz nie wchodzi. „To nie pasuje” mówi Ola. „Wiem” mówi Jan. „Mam jeszcze jeden klucz” mówi pani Zofia. Wkłada drugi klucz. Drzwi nadal są zamknięte. „Ten klucz jest do skrzynki” mówi pani Zofia. „Może skrzynka jest podobna” mówi Jan. „Skrzynka jest mała” mówi Marta. „Drzwi są duże” mówi Ola. Jan patrzy na drzwi. „To może być problem.” Pani Zofia dzwoni do pana Romana z końca ulicy. Pan Roman ma narzędzia. Przychodzi z torbą i patrzy na zamek. „Czy w domu jest coś ważnego?” pyta pan Roman. „Karp” mówi Jan. „Pieniądze” mówi Marta. „Ciasto” mówi Ola. Pan Roman patrzy na nich. „Najpierw otwieramy drzwi.” Pracuje przy zamku. W domu słychać wodę. Karp porusza się w wannie. Woda spada na podłogę. „Słyszycie?” pyta Jan. „Słyszymy” mówi Marta. „Karp jest coraz bardziej wolny.” „Pan Roman, szybciej” mówi Ola. „Już” mówi pan Roman. Drzwi otwierają się. Cała rodzina wchodzi do domu. Jan biegnie do łazienki. Marta idzie za nim. „Karp jest w wannie” mówi Jan. „Nie. Karp jest na podłodze” mówi Marta. Ola stoi w drzwiach. „Czy on ma klucz?” Jan patrzy na mokrego karpia. „Nie. Ale ma nasz obiad.”