Targ W Krakowie Anna ma małą kuchnię i mało słów. Od kilku tygodni jest w mieście i zna prawie tylko słowa z domu. Dziś wieczorem przychodzi sąsiadka, a małe miejsce z jedzeniem zaraz się zamyka. Anna stoi przy stole pana. W ręku ma małą torbę i pieniądze. Patrzy na chleb, ale nie zna tego słowa. Wskazuje chleb i mówi: „Proszę, to. Ile?”. Pan patrzy na jej rękę. Bierze małą rzecz i daje ją Annie. Anna patrzy na rzecz i mówi: „Nie, nie to”. Wskazuje znowu na chleb. „To, proszę. To”. Pan bierze większą rzecz. Kładzie ją do torby Anny. Anna otwiera torbę i patrzy. „Nie, panie. Nie to. To”. Pokazuje chleb jeszcze raz. Pan patrzy na chleb, potem na Annę. Bierze telefon ze stołu i daje go Annie. Anna trzyma telefon w ręku. Patrzy na pana i mówi: „Nie. Telefon nie. To”. Pan śmieje się cicho. Anna patrzy na niego i też mówi: „Nie?”. Pan mówi: „Nie, nie telefon”. Odkłada telefon na stół. Potem bierze chleb do ręki. Pan pokazuje chleb Annie. Mówi wolno: „Chleb”. Anna patrzy na chleb. „Chlep?”, pyta. Pan mówi: „Dobrze. Chleb”. Anna patrzy na jego usta. „Chleb”, mówi Anna. Pan wkłada chleb do jej torby. Anna wyjmuje pieniądze. „Ile?”. Pan mówi: „Jeden”. Anna daje mu pieniądze. „Dziękuję”. Pan bierze drugi chleb i wkłada go do torby. Anna patrzy na jego rękę. „Dwa?”. Pan mówi: „Tak, dwa”. Anna patrzy na pana i mówi: „Dziękuję”. Pan zamyka torbę. Anna trzyma torbę blisko siebie. Mówi: „Chleb”. Pan mówi: „Tak, chleb”. Anna mówi: „Dobrze”. Anna idzie do domu. Torba jest mała, ale ciężka. Na ulicy mówi cicho: „Chleb”. Idzie dalej i patrzy na pieniądze. Przy domu otwiera drzwi. Stoi chwilę przy schodach. Mówi jeszcze raz: „Chleb”. Na górze schodów czeka sąsiadka.